Hej. Postanowiłam napisać krociutkie opowiadanie związane z Igrzyskami ;)
Oto efekty:
Stoję na metalowej tarczy i czekam... na moją śmierć, jestem pewna, że mogę zginąć pierwsza. Tym razem nie poszczescilo nam się z areną, to opustoszałe miasto z ruinami. Jestem zaniepokojona, ponieważ widzę tylko małe, spruchniale drzewa. "Nie będę miała ognia"- myślę. Nie mam z nikim sojuszu, widzę tylko jak pozostali trybuci wymieniają się spojrzeniami. Chłopak z mojego dystryktu w ogóle mnie nie zna, tak jak ja jego. Pozostało 30 sekund. Postanawiam, że pobiegne na sam skraj areny nabierać owoców, a później schronie się na samym szczycie bloku. Obieram cel i przybieram poze gotową do biegu. Zostało 10 sekund, 9, 8 Dziękuję, że mogłam żyć, 7, 6 ocieram łzy, 5, 4, 3 Żegnaj świecie, dziękuję 2, 1. Pędem rzucam się w lewo i biegnę jak najszybciej, nie mam żadnej broni tylko umysł. Brakuje mi wody, ale gdy nadeptuje na grzęsistą ziemię, biegnę jeszcze szybciej. Dopadam do brzegu, mam już wypić cały strumień, gdy przypominam sobie, Nie mam jodyny. Obiegam się smakiem i znajduję jedno dość chudę drzewo, ale z olbrzymią koroną. Ryzykuje dużo, ale wspinam się i po 20 minutach, jestem na szczycie. Próbuje spokojnie zasnąć, nie interesuje mnie kto dziś umarł, o ile ktoś umarł... Nagle w drzewie coś przykuw moją uwagę, to coś jest pomarańczowe. Plecak! Biorę go w ręce i nie mogę uwierzyć w swoje szczęście. Znajduję jodyne, nóż i śpiwór. Potem już tylko zapadam w sen, lecz nie głęboki, słyszę wszystko bardzo dokładnie, ale odpoczywam, mam tak od dziecka. Gdy się budzę jest jeszce ciemno? "To dobrze będę miała czas i przewage. Leniwie schodze z drzewa i zabieram się za poszukiwanie owoców. Przetrwalam pierwszy dzień, ale co przyniesie dziś..?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz